2010-09-14 16:55:32 >> już wiem

popatrzyłam wystarczająco głęboko
i wiem
dłonie plącze mi strach
ciepły, przyjemny strach
niewoli mnie jak czyjeś ciepłe ramiona w zimną noc

boję się słów
nie chcę nadawać uczuciom imion
wolę je nieoswojone
takie, do których nie można przywyknąć

boję się
bo nazywanie urzeczywistnia
a gdzieś w głębi wciąż myślę, że to sen
i wolę sie nie budzić

boję się
żeby nie powtarzać starych słów
słów cudzych, wytartych
tych, które były tylko ślicznym opakowaniem
papierem kokardą

najbardziej się boję
że nie doścignę tych marzeń i snów
zmarnowanych na rzeczy nie dość drogie
tych, których nie umiem sobie wybaczyć
które swoją urodą kłują bardziej niż okrucieństwo

teraz wiem
to najbardziej czuły strach jaki widziałam
i wiem, jakie skrywa skarby




skomentuj (2)




2010-07-26 23:58:21 >> głód

przeczytałam sobie ostatnio jak ładnie umiałam kiedys pisać. a teraz nic, zero. i nie wiem czy to przez pustkę, czy właśnie przez pełnię. bo chyba zawsze tworzyłam z braku, z tęsknoty, z jakiegoś rozdarcia mi się lały słowa, nawet jak zwykłe, to w ładny sposób. a teraz nie mogę i nie wiem, czy to dlatego, że mam połatane serce? czy też może po prostu ze zmęczenia? może bym i umiała coś z siebie wykrzesać, ale nie o tym co bym chciała, nie o ważnych rzeczach, a o nieważnych nie ma sensu pisać. może jako dopełnienie, ale nie jako substytut. a może po prostu wiem już, co to jest miłoć. może jestem jak ryba, wiem wszystko, więc nie potrzebuję mówić. jednak brakuje mi tego poetyckiego nienasycenia, potrzeby pisania i czytania. no i budzi sie we mnie lęk, że zapragnę znów pisać, a to bedzie znaczyło, że mi czegoś brakuje...


skomentuj (2)




2010-07-07 22:37:16 >> oto historia o tym, jak jakość mojego małżeństwa przewyższyła znów samą siebie

umówiłam się z zosią na wieczór i było cudownie i to mnie wcale nie dziwi (:-*), natomiast ona była umówiona na mecz z magdą, która lubi piłkarskie ciacha na ekranie, więc ją odprowadziłam na mecz i jakos nie mogłam wyjść... i to mnie dziwi! zajebiście bardzo! po prostu magia... atmosfera meczu w pubie, to mnóstwo, mnóstwo ludzi, te emocje materializujące się w atmosferze... o żesz... szkoda, że wcześniej o tym nie wiedziałam, to jest lepsze niż koncerty... a ja chyba jestem dementorem i żywię sie emocjami, bo uwielbiam, uwielbiam chłonąć podniecenie ludzi dookoła. do tego stopnia, że jak musiałam wracać do domu (spóźniłam się pół godziny, a obiecałam t e ś c i o w e j), to po drodze kupiłam piwo i chipsy i miałam prywatna imprezę w domu. po raz pierwszy oglądając mecz wiedziałam co się dzieje na ekranie. w tej sześćdziesiątej ósmej czy dziewiątej minucie jak niemcy prawie strzelili prawie się zesrałam ze strachu (co by było gdyby naprawdę strzelili?) (sorry, maryś, jesli chodzi o politykę i sport podzielam poglądy męża, bo chcę, żeby wciąż ze mną sypiał :-) ). w życiu nie czułam czegoś takiego. tak coś podejrzewam, że to nowa era w naszym małżeństwie. o ile nie zapomnę, co to jest, co jest interesujące w piłce nożnej :-D


skomentuj (4)




2010-07-02 22:31:17 >> co się liczy najbardziej? spokój w głowach

jest już noc.

tak późna, że aksamitna i ciemna i mimo okresu upałów wieje chłodny wiatr, ale tak wczesna, że wciąż słychać hałasy przez szeroko otwarte dzwi na balkon.

więc rozliczne różnorodne buczenia samochodowe, co jakis czas stłumione sygnały karetek jadących do pobliskiego szpitala, jakieś krzyki, wołania, skrzyp huśtawki na placu zabaw, śmiech dziewczęcy...

nie burzą snu mojego chłopczyka, podłożył tłustą łapkę pod policzek i oddycha spokojnie w ten cudowny głośny dziecięcy sposób.

po prostu usiąść przy nim i chłonąć. potrzymać ciepłą rączkę. pogłaskać spoconą główkę. i słuchać bicia serca, to jest moje nowe ulubione odkrycie, bo to, że słyszę każde kolejne uderzenie, oznacza, że wciąż tu jest, a to jest najlepsze na świecie. prawie. więc słucham. stuk i się uśmiecham. stuk i usmiecham sie znowu. niewyczerpane źródło radości.

po prostu bycie oznacza w takich chwilach szczęście.


ps. wczoraj w nocy za sprawą dziwnych zbiegów okoliczności piekłam mojemu mężczyźnie szarlotkę odziana w bardzo kusą leciutką koszulkę nocną. ideał kobiety normalnie. co to za popaprany stereotyp?


skomentuj (2)